Shop Mobile More Submit  Join Login
About Literature / Hobbyist AleksandraFemale/Poland Recent Activity
Deviant for 3 Years
Needs Core Membership
Statistics 76 Deviations 1,602 Comments 14,098 Pageviews
×

Newest Deviations

Literature
Gdzie brat, tam serce twoje
Efekt kolejnej głupawki. Kontynuacja poprzedniego fika: Właśnie czegoś takiego. Można czytać bez znajomości tamtego, chyba, ale może brakować kontekstu.
AU do Thor: Ragnarok - wiem, jeszcze film nie wyszedł, ale to na pewno się okaże AU (będę się śmiała, gdy coś się sprawdzi). Poza tym więcej fluffu i cracku niż ostatnio, tak myślę.
Inspiracje te same co ostatnio plus scena bonusowa z filmu Doktor Strange - spotkanie Thora i Doktora. Od razu się przyznam - nie oglądałam Doktora Strange'a, nie mam pojęcia jaki jest i jak mówi, to jest czysta improwizacja (większa niż wcześniej ze Starkiem, bo tamtego jednak w filmach widziałam). Wiem tylko, jak Doktor wygląda, pobieżnie przeczytałam jego opis na wiki, tyle. Toteż wyjdzie mi najbardziej OOC, chociaż... mimo najwyższych starań obawiam się,
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 0 0
Literature
Wlasnie czegos takiego
Ell miała Dzień Masochisty i głupawkę przez spoiler do trzeciego Thora -> http://screenrant.com/thor-ragnarok-odin-photos/
Spoiler razem ze zdjęciami, plus namowy Ottiś - chciała Thora i Lokiego, skusiły moją wenę i tak powstał ten tekst.
Dodatkowo zainspirowała mnie cudna piosenka Coldplay&Chainsmokers - Something just like this (stąd pomysł na tytuł fika). Bo jej treść w moim pokrętnym myśleniu skojarzyła mi się z Thorem i Lokim, gdyby w niej "she" podmienić na "he". Platonicznie.
I've been reading books of old
The legends and the myths
Achilles and his gold
Hercules and his gifts
Spiderman's control
And Batman with his fists
And clearly I don't see myself upon that list
But she said, where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
Some superhero
Some fairytale bliss
Just something I can turn to
Somebody I can k
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 0 1
Literature
Ksiezyc i Slonce
Cóż ty masz w sobie, jeśli nie piękno, biała panno?
Jeśli nie słodycz i dobro skryte w głębi serca.
W szczęściu żyją ci, na których spojrzenie twe padło,
i ja pragnę szczęścia, pragnę, byś spojrzała na mnie.
Lecz kimże dla ciebie jestem!
Kim się być zdaję przy tobie?
Ty świecisz w poranku i glorii - ja jestem księżycem,
nie dla mnie korona; dla ciebie Złoty Dom królów.
W przyjaźni trwasz, ja zaś w niej początek dla nas widzę,
gdybyś tylko, śniąc o Númenorze, mnie w nim widziała...
Cóż ty masz w sobie, jeśli nie czar, kwiecie Północy?
Jeśli nie urok, co się kryje w ciepłym uśmiechu.
Czarodziejką jesteś, która serca ma w swej mocy;
lecz ja twojego zdobyć nie mogę, Éowyn.
Kim? Kimże dla ciebie jestem?
Kimże w
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 3 1
Literature
Klejnot posrod mysliwych
W mrok spoglądał dumnie szarym spojrzeniem
ten syn Númenoru, co się dla pieśni zrodził.
Pośród mroku patrzył jasno. Pośród mroku po miecz sięgnął.
Chwała ostremu ostrzu i śmigłej strzale,
chwała im, gdy je miłość w ręku dzierży!
Klejnot prawdziwy, klejnot pośród myśliwych.
Wielki to wojownik, który w boju jest szlachetny,
który czarny dech zdoła unieść
ponad płuca zduszone, ponad serce osłabłe,
który i w imię miłości nie wstydzi się walczyć.
Wielka jest jego wiara i wielka jest jego wiedza,
co źródło swe mają w miłości,
wielkie jest jego serce i wielka jest jego mądrość,
gdy miłością potrafi przebaczać;
gdy sam ze smutkiem w sercu, w smutku wyrosły,
miłością radość przywraca umartwionym,
gdy umar
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 1 2
Literature
Lament Celeborna
O złocistych koronach i o srebrnej korze
wzrosły niegdyś mallorny; teraz strzegą Lórien
niczym wieże strzeliste, niczym mur rozległy.
Nie przejdzie żaden wróg – czy ciemności on wierny,
czy z sercem zbłądzonym – pod mallornów sklepieniem
bez wiedzy władców, bez duszy odmienienia.
Lecz jakże długo będą nas chronić mallorny?
Rzeknij mi, Yavanny szczepie błogosławiony.
O wy, co Anor splatacie w blasku z Ithilem!
Ileż jeszcze ścierpicie niedalekich cieni?
Ileż jeszcze światłości zachować zdołacie?
O zmierzchu księżyca śpiewała moja Pani
i o losie słońca – przez ciemności niepewnym;
i w każdej pieśni Valinor, dla mnie odległy…
O Lórien najmilsze! Czy nie dla mnie Śródziemie?
Czy nie dla mnie mallorny z ukochanej ziemi?
Znane od nasienia, droższe od dr
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 1 0
Literature
Kon i Jezdziec
Duchu!
Pójdź do mnie, duchu biały!
Świt dla nas goreje ogniem,
świt z siebie szarość zrzucił.
Wiatr jest pełen świtu woni…
Duchu biały! Felarófie!
Słońce jak dawniej sprzyja.
Słońce do boju zagrzewa!
W słońcu cię ujarzmiłem,
w słońcu mam za przyjaciela.
Druhu biały! Felarófie!
Gdzież jesteś?
Step nas bezkresny woła.
Ziemia do twych kopyt tęskni!
Ziemia złotozielona…
Lecz czarna chce naszej klęski!
Felarófie! Felarófie!
Gdzież teraz mój koń i druh?
Gdzież ten, z którym tańczę w boju?
Mój Felarófie!
Wolność dał Calenardhon,
lecz jesteś i w tej godzinie!
Jeździec i koń złączeni!
Chodź, przy mnie legnij,
przy mnie...
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 1 1
Literature
Piesni i przymierze
Dzielny w boju był król Fingolfin i wieloma czynami wsławił się na Ardzie. Po dziś dzień śpiewają Eldarowie – ci, co są w stanie boleść opanować – o jego walce z Morgothem i usta ich drżą, gdy wznoszą okrzyki na cześć Ringila. Mniej jednak pieśni poświęcono innemu dziełu Fingolfina, bo też więcej się chwali na Ardzie czyny miecza od tego, co sama ręka poczynić potrafi. Atoli niczym jest wojna, na którą wyruszyć łatwo, a wszystkim jest pokój, do którego innych trudno zawezwać. Lecz warto na trudy się porywać i trud się opłacił Fingolfinowi, gdy bez Ringila w ręce zgromadził wokół siebie zwaśnione elfie szczepy i do nowej zgody między nimi się przyczynił.
Nad jeziorem Ivrin, gdzie każdy zostaje uleczony i gdzie wieczny śmiech w wodzie
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 0 0
Literature
O sloncu w Amanie
Niczym słońce jest król Finarfin dla swego ludu, słońcem się jawi pomiędzy dwoma braćmi: Fëanorem oraz Fingolfinem, i blask jego miesza się ze słońcem, pod którym lubi wędrować (gdy tylko Finroda i resztę dzieci ma przy sobie).
Żywym ogniem jest słońce; ogniem w całej pełni był Fëanor, gdy stąpał po Amanie, i ogień się pojawiał w Fingolfinie, jednak Finarfin zawsze płonął łagodnie, zaprawdę jak słońce, które ogniem jest spokojnym. Nie zapalał się nigdy w gniewie Ingoldo, mimo noldorskiej krwi, stale zaś blask bił od niego, zbyt słaby dla oczu niektórych, lecz nie dla Telerich, których Ingoldo miłował, a oni dawno umiłowali jego, zanim jeszcze Eärwen spotkał i dłonie złączyli w szczęściu. Wśród Telerich szukał s
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 0 0
Literature
O powrocie Feanora do Valinoru
Nie boją się mówić o śmierci Eldarowie i nie drżą przed nią ich serca – w przeciwieństwie do serc człowieczych. Wiedzą bowiem dobrze Pierworodni, że są przypisani Ardzie i ona będzie na nich czekać, gdy ich śmierć na chwilę zabierze.
Lecz stało się raz tak, że śmierć przeraziła Eldarów i serca im zadrżały.
Oto zginął Duch Ognisty, Fëanor, syn Finwego. Potężnym jawił się ogień, który nagle rozgorzał na ciele poległego Noldora, potężnym jak ten, co płonął w nim za życia. Powiadają, że to dusza Fëanora opuściła wówczas ciało, przybrawszy postać płomienia, gdyż płomieniowi podobny był Fëanor. Tymczasem ci, którzy w tamtym czasie trwali przy martwym ciele, opowiadali, że ogień długo je
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 1 0
Literature
O wybranych przez Iluvatara
Spośród wszystkich valarskich braci trzech dzieli literę imienia: Manwë, którego zwą Súlimem, Melkor przezwany Morgothem, co od dawna już między Valarami nie ma miejsca, lecz Valarom nie przestał być bratem, a także Mandos, który pod innym mianem zrodził się z myśli Eru – jest bowiem Námo pierwszym Mandosa imieniem, atoli to w drugim, nadanym mu przez Dzieci, więcej odnalazł ze swej istoty i pod tym częściej się skrywa.
Ich to w różnym czasie wybrał Ilúvatar, by w jego imieniu przemawiali na Ardzie, u początku zaś wiele im podarował. Każdy z nich bowiem zrodził się z mądrością i wzrokiem przenikliwym, choć Melkor z początku we wszystkim przewyższał braci. Równi są wobec siebie wszyscy Valarowie, jednakże światła swego najwięcej przelał Eru w Melkora, pot
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 1 0
Literature
Echo dawnej przygody
Kiedy Bilbo Baggins opuścił Shire i w końcu dotarł do Rivendell (wszak często zbaczał z Gościńca), radość Elronda nie miała granic. Elrond bowiem wiedział – swym tajemnym sposobem, jak nazywał jego zdolności Bilbo – o wędrówce hobbita i słusznie przeczuwał, że ten będzie zmierzał (czy też stopy same go poniosą) ku elfiej dolinie. Martwił się jednak Mistrz Elrond wydłużającym się wyczekiwaniem. „Nawet starszy, znużony hobbit nie szedłby tak długo” – zastanawiali się elfowie w Ostatnim Przyjaznym Domu. „A jeśli coś złego przydarzyło się na jego drodze? Podróżowanie Gościńcem nie należy do bezpiecznych”. „Przecież mieli z nim być krasnoludowie!”. „Lecz mogli się rozstać i pójść w swoj
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 1 3
Literature
Ostatnie slonce przed bitwa
Kolejny wolny dzień powitali mieszkańcy Minas Tirith, wolny od wojennego zamętu i szczęku oręża, od przeraźliwych krzyków i swądu ognia. W mieście wciąż jeszcze istniała trwoga, wszak Nieprzyjaciel nadal nie został pokonany; wielu mieszkańców i ich sojuszników leczyło rany zadane przez wielką nienawiść i wszyscy opłakiwali poległych, a nad chorymi trzęśli się z bólu i obawy – wojna jednakże była za nimi i o tym im od paru dni przypominało złote słońce.
Tego poranka świeciło ono wysoko i doprawdy mocno, na niebie zaś nie widniała ani jedna chmura, jeśli nie liczyć nieba nad Mordorem, tam bowiem z trudem szukano skrawków nieboskłonu pomiędzy czarnym kłębowiskiem. Od początku jednak dobre istoty oddzielały te dwa nieba, toteż wszyscy teraz bardziej prz
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 0 0
Literature
O darach i naturze Lowcy
Wiele dzieł powstaje na Ardzie i wiele jest na niej cudów jeszcze nieodkrytych – tak jak twórców, których dotąd nikt nie poznał albo też oni sami, żyjąc pośród zwątpienia, nie rozpoznali swych talentów.
Wielu twórców ma Arda i wielu ich miała w dawnym czasie, gdy dopiero się stawała, a największym spośród nich jest Ilúvatar. Ze wszystkich zaś, których Eru powołał do życia, to Valarowie są wielkimi stworzycielami, bo z ich dziełem żadne inne równać się nie może i równać nie będzie; nie ma też nikt na Ardzie większości darów (a już na pewno nie takiej do nich mocy), które Valarowie otrzymali od Niego na początku Świata.
Albowiem są Manwë wraz z Ulmem stwórcami obłoków i wody i razem z Námem, zwanym Mandosem, najwięcej roz
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 0 0
Literature
O wcielonych z dali i przestworzy
Na początku Świata, zanim się zrodziły Dzieci i zwierzęta i wzrosły rośliny, zanim wszystko powstało w Wielkiej Muzyce, dał Ilúvatar życie duchom. Nazwano je wszystkie Ainurami, Istotami Świętymi. Były wśród nich duchy najpotężniejsze, Valarowie – ich Eru uczynił swoimi dłońmi. Pozostałe, mniej od nich mocarne, choć wciąż pełne majestatu i wielkiej siły to ci, którzy mieli służyć Valarom i Światu, a przez to samemu Ilúvatarowi, lecz tak naprawdę czynili to z własnej woli, szlachetni w swej służbie i dalecy od bycia niewolnikami. Ich poznano jako Majarów. Wielu spośród nich przypomina dostojnych Valarów i zdaje się niekiedy swą mocą do nich zbliżać. Takim jest Eönwë, takim jest Olórin zwany Mithrandirem, takimi są Arien, Ilmarë, M
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 0 0
Literature
Czas przedswitu
Ostatni dzień przed pogrzebem króla Théodena był cichy, lecz z pewnością nie spokojny. Całe Edoras zostało postawione na nogi, Rohirrimowie krzątali się w każdym niemal miejscu – część z nich dbała o dostojnych gości, część przywracała kraj do porządku, większość zaś kończyła przygotowania do żałobnych uroczystości, a także do wielkiej uczty, która miała się odbyć wkrótce po nich. Każdy jednak, bez względu na to czym był zajęty, myślami trwał przy zmarłym królu i ból wielki czuł w swoim sercu.
Nad wszystkim zaś czuwał nowy król. Éomer nie miał chwili wytchnienia, co rusz go wołano i wszędzie był ludziom potrzebny, biegał więc od jednych do drugich, nie bacząc na zmęczenie. Théoden na to zas
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 1 0
Literature
Puszcza i Jezioro
Całkiem dawno temu, dawniej niż w czasie pamiętnej wyprawy Bilba, nad jednym z brzegów Leśnej Rzeki (tam, gdzie kończy się las, a z dala widać Samotną Górę), w promieniach słońca po raz pierwszy spotkali się leśni elfowie z ludem zamieszkałym w Mieście Na Jeziorze. Elfowie bacznie obserwowali ludzi od samej chwili, gdy ci się osiedlili w pobliżu ich lasu, długo też przyglądał się ludziom król elfów, sprawdzając, jakie nimi kierują zamiary. A zamiary owi ludzie mieli dobre, bo dobro gościło w ich sercach, dla siebie pragnęli jedynie spokoju i dostatku (tego samego życząc innym), zajęci byli własnymi sprawami i swoim jeziorem, które rzadko opuszczali, chyba że im czegoś brakło – wtedy wsiadali do łodzi albo wielkich statków i ruszali do Dale, a gdy jakimś cudem czegoś ta
:iconl-Ellena-l:l-Ellena-l
:iconl-ellena-l:l-Ellena-l 0 5

deviantID

l-Ellena-l
Aleksandra
Artist | Hobbyist | Literature
Poland
Thank you all for visiting me here. Each visit is a pure joy and I'm always very happy when I can meet you and write with you.
I'm truly grateful for all: visits, comments on my works, comments on my profile, notes, favs, watching, llamas (I don't know what their function is but it's really nice to get such animal) - just thank you for whole feedback, for each word and each conversation. They are all absolutely nice, like honey on my heart :hug:

I enjoy commenting so I hope that I'll visit all of you with at least one warm word. I'll be also glad if you send me links to the works which are nice and interesting in your opinion. So, if you want to share something with me - just do it :)

If you need something and I could help, please, let me know in note :)

With love,

Ell



Polish language level NATIVE by TheFlagandAnthemGuy Learning English -animated- Stamp by Fischy-Kari-chan I Love Lithuania Stamp by PaatPoisTaiHirteen APH: Pro LietPol | ver.III by xioccolate Vegetarian Stamp by Naaya-Neko DA Stamp - Nature 01 by tppgraphics -Stamp- I love Blue by MySoulBeat Stamp-Fruit Of The Spirit 5 by Jazzy-C-Oaks DA Stamp - Care About Both 01 by tppgraphics intolerance: STAMP by Captain-Nintendork Sindar stamp by AmarieVeanne Animal Rights Stamp by CatTheNinja Rohan Stamp by StarkindlerStudio King Thranduil Stamp by Oreleth Treebeard Stamp by Captain-Savvy Legolas Stamp by StarkindlerStudio Faramir smiles by Spottedfire94 Stamp Simba by HavickArt i love cyrillic : stamp by ifyouplease Sun stamp by Undevicesimus
Interests
Dears,

all the best in Christmas time (and other, of course). For those who celebrate and those who do not - a lot of joy, peace and magical moments for the last days of old year and all the best in New Year :hug:

Hugs.

Activity


Efekt kolejnej głupawki. Kontynuacja poprzedniego fika: Właśnie czegoś takiego. Można czytać bez znajomości tamtego, chyba, ale może brakować kontekstu.
AU do Thor: Ragnarok - wiem, jeszcze film nie wyszedł, ale to na pewno się okaże AU (będę się śmiała, gdy coś się sprawdzi). Poza tym więcej fluffu i cracku niż ostatnio, tak myślę.

Inspiracje te same co ostatnio plus scena bonusowa z filmu Doktor Strange - spotkanie Thora i Doktora. Od razu się przyznam - nie oglądałam Doktora Strange'a, nie mam pojęcia jaki jest i jak mówi, to jest czysta improwizacja (większa niż wcześniej ze Starkiem, bo tamtego jednak w filmach widziałam). Wiem tylko, jak Doktor wygląda, pobieżnie przeczytałam jego opis na wiki, tyle. Toteż wyjdzie mi najbardziej OOC, chociaż... mimo najwyższych starań obawiam się, że bracia Odynowicze mi się rozbrykali i nie dałam rady wszędzie ich upilnować, więc... Poza tym mogłam na nich przez przypadek przelać relacje Toma i Chrisa (te wszystkie urocze filmiki z nimi <3 jedynie Bloom i Pace na planie złego Hobbita mówiący do siebie "witaj, ojcze", "witaj, synu" z nimi wygrywają :)).
SPOILER:
choć ponoć bracia mają w trzeciej części współpracować na całego, Tom mówił, że Loki przydałby się Heli, ale nie pójdzie do niej, bo "okoliczności się zmieniły", i będzie blisko Thora, aaa <3
SPOILER:
ponoć nie ma być Jane <3



I nie, nic nie brałam. Miłej lektury!



Dla kochanych: Ottiś, Drac i Naamah <3



Asgard. Syn Laufeya, nie, syn Odyna, od zawsze syn Odyna!, znów był w Asgardzie, znów widział znajome twarze, znów widział tron — a nad tym wszystkim nie mniej znajome ogniste słońce.
Tyle że teraz wszystko zdawało się inne, Loki mocno to przeczuwał, jak gdyby ktoś okrył królestwo jakąś wspaniałą iluzją. Loki bał się podstępu, nie lubił podstępów, nie wtedy, gdy dotykały jego osoby. Bo przecież to jest podstęp, musi być! Jest w Asgardzie, to pewne. Asgard jest prawdziwy. Ale… Ale teraz Loki wymawia tę nazwę zupełnie inaczej, nie ze wzgardą, nie z żalem — jak ostatnio, ani tak jak dawniej (zanim go w Jotunheim dotknął tamten przeklęty Olbrzym): z dumą, podkreślając twardo każdą głoskę. W tej chwili Asgard w ustach Lokiego brzmi dziwnie miękko, Loki jest zaskoczony — on, mistrz słów, Srebrnousty — że tak to może brzmieć, że taki może być Asgard: niczym dom motyli, a nie wojowników. Dom. Loki coraz częściej wraca do tego słowa.
Asgard znów domem? Przyjaciele znów przyjaciółmi, ojciec ojcem? Patrzą na niego, jak dawniej…
Tron… Tron znów jest tylko tronem, złotym krzesłem tatusia, jak mawiali z Thorem w czasach drewnianego młoteczka i równie drewnianych sztylecików. A słońce? Dlaczego jest bardziej przyjemne? Dlaczego Loki nie ma wrażenia, że zaraz się roztopi, że w lepszym razie będzie patrzył na poparzoną skórę, że słońce dobrze wie o jego lodowej naturze? Dlaczego…
— Loki!
Dlaczego…
— Loki! Loki?
Dlaczego…
— Nie, Loki, nie! Błagam…
Błagam! Loki! Thor? Gdzie on był, dlaczego nie z nim? Dlaczego Loki go nie widział?
— Thor? Gdzie…
Loki usłyszał westchnienie ulgi, bardzo głośne westchnienie ulgi — cóż, czasami Thor po prostu nie potrafi inaczej niż głośno. A potem Loki musiał otworzyć oczy, bo nagle nastała jasność — Thor rozsunął zasłony, nie!, on je wyrwał razem z drążkiem. „To z emocji”, powiedział. Thor i emocje, jak zwykle. I jak zwykle musi to być mieszanka wybuchowa. „No co? Myślałem, że coś ci się stało, że znowu… Na ojca! Przecież naprawię!”. Thor Niemożliwy. Na złote krzesło tatusia, dla niego dobrze jest się budzić nawet z najcudowniejszych snów.
— Wstawaj, Loki.
— Powiedz, że za oknem jest Asgard! — Warto obudzić się dla Thora, ale na Wszechświat, nie dla Nowego Jorku!
— Wstawaj, jęczybuło.
— No proszę, co za wyrafinowane słownictwo! Panienka Darcy, jak sądzę?
Thor mógł przewrócić oczami, ale od jakiegoś czasu wolał się uśmiechać. Uśmiech dekoncentrował przeciwnika, rozbrajał.
— Boże psot, kłamstwa i magii, wstaniesz? Czy mam ci pomóc?
„Magii owszem. Psot? Okazyjnie. Kłamstwa? Odróżniaj kłamstwa od psot, Thor. I kłamstwa od chronienia prawdy”.




***





Zwykłe śniadanie z Lokim także było przepyszne, choć trzeba oddać shoarmie, co shoarmowe — w końcu to ona ich scaliła. Kawa też była smaczna, smaczniejsza niż z Jane. Nie, kawa z Jane w ogóle przestała być smaczna, sama Jane zresztą też. Jane zerwała z Thorem. Zadzwonił do niej z budki, a ona przez tę budkę z nim zerwała. To niegodziwe, żeby zrywać więzy miłości poprzez urządzenie! Jane powinna mu to oświadczyć prosto w oczy. Tymczasem zerwała przez budkę. Budkę, którą Thor nauczył się obsługiwać specjalnie dla niej. Zadzwonił do Jane, dla Jane, z miłości do Jane. I dla niej wrzucił do tego ziemskiego ustrojstwa część kieszonkowego od Fury'ego, które miało być tylko dla niego i Lokiego. Loki. Jane miała dość Lokiego. Jane było przykro, że nie przyszli z Lokim do jej domu, że tym razem nie wtajemniczyli w ich asgardzkie sprawy; powiedziała, że Thor woli być z bratem sam, że jej nie potrzebuje, że dlatego woli włóczyć się po hotelach i innych pensjonatach. Jane powiedziała, że Thor się coraz bardziej od niej oddala, że może od początku był tylko snem, a ona na ten sen nie zasłużyła. A potem Jane krzyczała. Że Loki. Że to wszystko wina Lokiego. Że Thor mu zawsze pobłaża. Że Thor go kocha, choć Loki nie zasłużył. Że Loki Thora niszczy. Że Loki jest zepsuty i zawsze będzie. Że Loki to przy Thorze marny śmieć. Że jak Thor może woleć od niej tego śmiecia.
— Gdzie byłeś? — Loki patrzył badawczo, jednak głos miał spokojny, uprzejmy wręcz. Zaciekawiony?
„Gdzie byłeś, Thor?”. — Mały Loki zawsze o to pytał, gdy Thor znikał gdzieś choćby na chwilę, czy to na wezwanie ojca, czy do kuchni po winogrona dla Lokiego. Mały Loki bardzo lubił winogrona, zresztą, smakowały mu też później; przecież nie tak dawno temu Thor podkradał owoce z talerza Volstagga i przemycał je na talerz brata. Jeszcze nie tak dawno temu, tuż przed wypadem do Jotunheim… Thor żałował dziś swojej głupoty, gdyby nie ten wypad, Loki nie odkryłby prawdy i nie musiałby cierpieć. Loki, winogrona. Winogrona, Thor. Wszystko wspólnie, wszędzie razem. Nie ma Thora bez Lokiego i nie ma Lokiego bez Thora. Nagle w myśli Thora uderzył piorun. To dlatego Loki ze wszystkich trunków najbardziej lubi wino! Dlatego zawsze, gdy je pije, jest dziwnie zamyślony i dziwnie uśmiechnięty!
— Thor? Powiesz mi? — Czy w głosie Lokiego słychać niepewność? — Dlaczego…
— Dlaczego co, Loki?
— Dlaczego zostawiłeś mnie tu samego?
— Przepraszam…
— Mogłem zniknąć. Zostawić cię z tym. Albo pójść do Heli. Przydałbym się jej.
— Loki…
— Nie bałeś się, bracie?
— Nie.
„Dlaczego?” — pytało spojrzenie Lokiego.
— Bo ci ufam.
„Zawsze mi ufałeś — i co ci przychodziło z tego zaufania?”.
— Bo widzę, że ty też znów sobie ufasz.
„Skąd ta pewność, Thor?”.
— I bo cię kocham, bracie.
Bardziej niż Jane i kogokolwiek — teraz Thor nie miał już żadnych wyrzutów sumienia. Jane nie rozumiała i nigdy nie zrozumie. Jane wcale nie zna Lokiego. Jane nie powinna być zła o to, że Thor dba o innych, że dba o własnego brata, że zawsze chce mu pomagać i wyciągać nawet z najczarniejszej czarnej dziury. Jane nie powinna obwiniać o wszystko Lokiego. Nie powinna nazywać go marnym śmieciem. Nie miała prawa. Zwłaszcza po tym, gdy Loki uratował ją od śmierci, gdy był gotów za nią zginąć.
— Thor?
Jego brat nie jest żadnym śmieciem! I nie jest marny! Marne było uczucie, które żywiła do niego Jane.
— Thor.
Niech lepiej Jane znajdzie sobie jakiegoś Ziemianina. Bo Thor nie będzie z kobietą, która zionie tak wielką nienawiścią do jego brata!
— Zerwałem z Jane. Wszelkie więzy.
Tego Loki się nie spodziewał. Owszem, nie wróżył szczęśliwego zakończenia śmiertelniczce i asgardzkiemu bóstwu — Thor nie był zwykłym bogiem, on był bóstwem, przynajmniej dla większości — jednak, gdy patrzył na brata, na jego uczucie i wiarę, sam czasem zaczynał wierzyć, że ta ich „potęga miłości” znaczy najwięcej, że Thor i panna Foster będą razem aż do końca panny Foster. Zerwali więzy. Thor zerwał. Ragnarök coraz bliżej…
— Nieważne — rzucił Thor, gdy zobaczył spojrzenie brata. — Zapomnę. Byłem niedaleko. W sklepie. Nabyłem prowiant na naszą dalszą drogę. I…
— I co?
— I tam były też… Poczułem… Zaczekaj.
Thor odszedł od stolika. Ściągnął z wieszaka torbę, chwilę w niej pogrzebał, po czym wrócił na miejsce. W ręce trzymał coś, co wyglądało jak prezent. Wręczył to bratu.
— To dla ciebie.
Loki patrzył na Thora tak jak wtedy, gdy ten zaprosił go na shoarmę.
— Bracie — zachęcił Thor.
Loki rozpakował podarunek. Książka.
— Były jeszcze takie o tajnikach manipulacji, o astrologii, o magii… Ale ty już to wszystko znasz. Czasami mam wrażenie, że ty po prostu wiesz wszystko — zaczął paplać Thor. — To pewnie też, jednak musiałem ją kupić. Zobaczyłem książki i po prostu pomyślałem o tobie. To się stało tak… Automatycznie.
— Automatycznie dziękuję, bracie. — Loki jak najszybciej musiał uciszyć Thora, zanim ten całkiem rozkruszy jego pozorną lodowatość.
— Po prostu musiałem.
Loki zerknął na tytuł.
— Bracia Lwie Serce.
Thor nagle cały się rozpromienił. Wyglądał jak najjaśniejszy promyczek złocistego słońca. Jak gromyczek, o największej mocy — niemierzalnej przez urządzenia ludzkie, wobec którego każdy piorunochron jest całkiem bezradny.
— Selvig opowiadał mi kiedyś, że w jego prawdziwej ojczyźnie, Norwegii, bardzo lubią baśnie. Tak jak te o nas, mity, ale ich nie kupiłem — bo przecież my wiemy najlepiej, jak było. Prawda, bracie?
Loki przytaknął. Thor paplał dalej.
— Selvig mówił, że w krajach graniczących z jego Norwegią także lubią baśnie. I że stamtąd pochodziło wielu znanych, wielkich bajarzy… pisarzy. Mówił mi o Szwecji i o pani Astrid. Myślisz, że pani Astrid miała coś wspólnego z Asgardem?
Loki nie odpowiedział. Thor paplał dalej.
— Zobaczyłem jej imię na książce i pomyślałem, że Selvig by mi ją polecił. A potem zapytałem jakiegoś przechodzącego w sklepie, o czym jest ta książka. Powiedział, że to historia dwóch braci.
Thor zamilknął. Milczeli razem. W końcu Thor spojrzał na Lokiego wyczekująco. Loki poczuł, że nie ma wyjścia.
— Mów dalej.
W oczach Thora rozbłysły gromady małych błyskawic.
— Młodszego i starszego. Młodszy jest bardzo chory, a ten starszy się nim opiekuje.
Loki patrzył teraz na brata i słuchał wyjątkowo uważnie.
— Ten starszy… On dla młodszego uczyniłby wszystko, nawet by za niego umarł. Oni... razem podróżują, walczą ze złem, zawsze są razem, nic ich nie rozdzieli, ani choroba, ani śmierć…
— Thor…
— Są dzielni jak lwy!
— Thor!
— No co?
— Za chwilę opowiesz mi całą książkę i nie będę miał co czytać.
— Wybacz — zmieszał się Thor. — Ja tylko…
— Ty tylko co?
— To jest podobnie jak z nami, Loki.
— Przyznaję, też tak pomyślałem.
— Podobnie, a jednak nie tak samo.
Loki zaczął odruchowo gładzić okładkę książki.
— Nie?
— Nie — powiedział z żarem Thor. — Bo żaden brat nie może kochać drugiego brata bardziej niż ja kocham ciebie. To niemożliwe. Dlatego to jest baśń, a my jesteśmy naprawdę.
— Thor…
— Wiem, bracie — zaśmiał się gromowładny. — To było okrutnie sentymentalne.





***





— Loki?
Thor obserwował siedzącego na łóżku, zaczytanego brata.
— Hmm? — Loki przewrócił stronicę.
Po śniadaniu i ckliwej do bólu przemowie Thora przygotowali prowiant (Thor przygotował, i wcisnął połowę bratu, większą połowę, bo według Thora mniejsi powinni jeść więcej), zabrali wszystkie swoje rzeczy i wyruszyli do Chelsea szukać Odyna.
Oczywiście z ich szczęściem ojca nie znaleźli. Thor ewidentnie przynosił pecha. „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?”. — Choć bardzo się starał, trzeba przyznać.
Kolejny bezowocny dzień, chociaż… Nie, nie, Loki nie mógł go nazwać całkiem bezowocnym, w końcu dostał od brata książkę. Od brata, którego nigdy wśród książek nie widział, którego miał za ignoranckiego osiłka. Zupełnie nieistotne, że to opowieść dla dzieci. Loki musiał ją przeczytać, z samej ciekawości; nigdy nie odpuścił żadnej książce, nigdy.
Wieczór w hotelu to idealna okazja do lektury, tak myślał, jednak teraz widział, jak bardzo się pomylił i jak bardzo nie docenił drzemiącej w bracie potrzeby wspólnoty.
— Loki? Mógłbyś na chwilę…
— Słucham cię, mój bracie.
Loki zamknął książkę i spojrzał pytająco. Dla gromowładnego takie chwile zawsze były równoznaczne z zaszczytem.
— Jutro musimy stąd pójść — powiedział, usiadłszy obok brata.
— To wszystko? — Loki zerknął na książkę. — Czy coś jeszcze?
— Nie pójdziemy jutro szukać ojca.
A mówią, że to Loki ciągle coś kombinuje!
— A dokąd?
— Nazywa się Doktor Strange.




***





— Lekarz? Naukowiec? Skąd go znasz? I najważniejsze: po co chcesz do niego iść? — Loki popatrzył podejrzliwie. — Czymś ci się naraziłem, bracie?
— Nie zaczynaj. — Thor miał już dosyć rozdrapywania starych ran, choć w głębi ducha rozumiał, że brat ma żal za zamknięcie go w celi Bannera. Hulka.
Loki najwyraźniej myślał, że Thor mógłby go zostawić na pastwę agentów i badaczy. Niemądry.
— Usłyszałem o nim dzisiaj, gdy wracaliśmy z poszukiwań. Ktoś na ulicy krzyknął w naszą stronę: „Idźcie do Strange'a”. Nie słyszałeś? — Loki nie słyszał, widocznie był zbyt zamyślony. — Kiedy zacząłeś czytać, poszedłem wypytać ludzi, w tym hotelu, i dostałem to.
Pokazał Lokiemu karteczkę z adresem.
— Greenwich Village — przeczytał Loki. — Byliśmy tam.
Thor skinął głową.
— No to teraz musimy tam wrócić. On nam pomoże odnaleźć ojca. To magik.
— Magik — żachnął się Loki. — Przecież masz obok siebie maga!
Thor wiedział, że zaczyna stąpać po cienkiej linii.
— To ludzki magik, kiedyś był lekarzem, związany z tym miastem. Może jego magia zadziała tu lepiej?
Pod wpływem spojrzenia brata prędko się poprawił.
— Może przyda ci się jako asystent? Połączycie siły. Musimy spróbować!
Loki się skrzywił.
— Mam połączyć siły z…
— Loki, proszę.
— Nie jestem pewien, czy…
— Ale ja jestem! — huknął Thor, po czym dodał łagodnie: — Zwłaszcza tego, że mój brat jest godny Mjölnira.
Czy Thor naprawdę to powiedział?
— Thor…
— Dziękuję, bracie.
Loki najpierw dostrzegł mrugnięcie okiem, później poczuł kuksańca na ramieniu. A potem Thor ziewnął, podał bratu książkę, sam zaś okrył… zakrył się narzutą.
— Ty chyba nie…
— Dobranoc, Loki — odpowiedziała narzuta głosem Thora.





***





— Ten dom musi być gdzieś…
— Tutaj, Thor!
Dom. Zwykły dom. Taki jak każdy, jak dom Selviga, jak dom Ja… Jak każdy. Ani śladu magii. Skąd Loki wie, że to tutaj?
— Jesteś pewien?
Młodszy z braci zaczął się wpatrywać w centralny punkt. Thor co prawda widział tylko drzwi, okna i cegły, jednak wierzył, że jakiś centralny punkt musi tam teraz być, niewidzialny dla niego, ale widoczny dla Lokiego.
Bóg czarów sprawiał wrażenie coraz bardziej zahipnotyzowanego, toteż Thor zaczął się niepokoić. Stanowczo nie lubił wszelkich złych sił, które mogą mieć wpływ na jego brata.
— Loki…
— Jeszcze chwila, Thor.
— Chwila do czego?
Loki uśmiechnął się tak, jakby planował jakąś większą psotę, a potem zbliżył się do budynku. Thor patrzył, jak brat wykonuje rękoma te swoje dziwne magiczne ruchy — dziwne, jednak fascynujące. Podziwiał te ruchy, magię Lokiego, sam tak nie umiał. Czasem żałował, że matka go nie nauczyła, że on nie był zainteresowany. Nigdy jednak nie zazdrościł bratu tych zdolności, nie, Thor był szczęśliwy, że Loki jest w czymś lepszy od niego i że wszyscy to widzą.
Loki pstryknął palcami. Nagle cały dom stanął w płomieniach, Thorowi zdało się, że wirują. Nie! Te płomienie naprawdę wirowały, coraz bardziej i bardziej, wokół domu. Loki znów pstryknął, a wtedy coś w rodzaju wiatru zdmuchnęło ogień. Nie, to niemożliwe! Loki jest niemożliwy! Dom się zmienił. Dom wyglądał teraz jak magiczny. Jak bardzo magiczny. Amulety przy oknach, lampiony na schodach, wielka rzeźba smoka na dachu, jakieś czarodziejskie światełka wokół…
— Ta-dam! — Tym razem to Loki obdarował Thora kuksańcem.
— Na ojca!
— Drobiazg — wzruszył ramionami Loki, po czym zerknął na brata. — Chyba tylko Stark ma gorzej zabezpieczone lokum! W co oni inwestują…
Pan gromowładny czym prędzej ruszył w stronę drzwi. Pan srebrnousty ruszył za nim.
— Poczekaj tu na mnie.
— Co ty robisz, Thor? Najpierw namawiasz mnie na podwieczorek u jakiegoś Strange'a, wykorzystujesz do zdjęcia zaklęcia, a teraz co? Mam sterczeć na zewnątrz i wąchać wasze wspólne ciasto przez drzwi?
Nie, tylko nie to, na oczy Heimdalla! Thor nie mógł znieść tego spojrzenia, które mówiło mu, jak bardzo zawiedziony, niepewny i oszukany czuje się Loki. Słowa brata pobrzmiewały żartem, odrobiną irytacji, ale to tylko słowa. Prawdziwe uczucia Lokiego zawsze błyszczały w jego oczach. Dlaczego to Thor znowu musi czuć się podle?
— Wejdę tam pierwszy, wybadam sytuację. Powiem mu o Heli.
Żadnej reakcji.
— A kiedy Doktor zechce współpracować, wtedy cię zawołam. Bracie?
Machnięcie ręką.
— Idź, mój zwiadowco! — Loki oparł się o poręcz schodów. — Tylko załatw to jak najszybciej.





***




— Bracie!
Ile czasu minęło? Pięć, dziesięć minut? I już? Po negocjacjach? Loki był pod wrażeniem.
— Loki! Chodź!




***





Dom Strange'a wewnątrz był tak samo dziwaczny jak na zewnątrz. Amulety, jeszcze więcej amuletów. Smok ziejący ogniem. Smok bez ognia. Smok leżący. Stojący na dwóch łapach. Lecący. Smoki w stadzie. Och, i całkiem urocza parka zjadająca sobie wzajemnie ogony. Loki przeszedł smoczym korytarzem do salonu. Papierowa lampa świecąca na czerwono. Biurko zawalone notatkami. Obok notatek kręcący się klon Ziemi. Meble, raczej bardzo stare. Książki, dużo książek — wreszcie coś interesującego.
— Witam w moim Sanctum, panie Loki.
Zza regału wyszedł dziwny człowiek. Urodę miał bardzo specyficzną. Jaszczurze spojrzenie, mocny szczękościsk, włosy ściśle przylegające do głowy. Coś brutalnego w rysach, coś na kształt humoru w oczach. Nagle Loki poczuł się wyjątkowo urodziwy, niczym elf z Álfheim. Asgard powinien ujrzeć tego człowieka, wtedy na pewno przestaną nazywać Lokiego egzotycznym!
— Słynny brat Thora w moich skromnych progach, któż by pomyślał.
Cisza. Spojrzenie Lokiego powędrowało z powrotem do książek.
— Jestem Strange, Stephen Strange. Twój brat zapewne o mnie opowiadał. Wiesz, kim jestem.
— Co? — Loki przestał się rozglądać. — Ach, tak, dawniej znachor, teraz… wróżbita? Tak, opowiadał.
Widok miny Strange'a był bezcenny.
— Bracie — szepnął Thor.
— Przepraszam. Energiczny terapeuta? Ręce, które leczą? Pan Różdżkarz? W każdym razie z pewnością mistrz... medycyny niekonwencjonalnej.
Słodycz w głosie Lokiego była wyjątkowo jadowita. Doktor Dziwadło, jak go w myślach zaczął nazywać Loki, musiał znaleźć antidotum, jeśli mieli dalej rozmawiać.
— Jestem magiem.
— Och! Nie, nie, nie. — Kolejna porcja słodyczy. — Magiem jestem ja.
— Loki, przestań!
Pogoda się psuje? Czy to Thor?
— Doktor chce nam pomóc, więc mógłbyś być bardziej uprzejmy.
Loki zmierzył wzrokiem gospodarza.
— A pan Doktor mniej arogancki.
— Ja arogancki?
Strange doprawdy skrywał w sobie jaszczura. Mruknął jak smok! Tylko pary z nozdrzy nie wypuścił.
— Cóż, w takim razie pana, panie Loki, bez wątpienia należy nazwać tupeciarzem. A także…
— Dość tego! — huknął nagle Thor. — Strange, przeproś mojego brata!
Promienność uśmiechu Lokiego była bezcenna.





***





— Czego się napijecie? — spytał Strange zaraz po tym, gdy poprosił, by usiedli.
Thor swoimi huknięciami potrafił skutecznie rozładować napiętą atmosferę. Co prawda Strange zamiast przeprosić, tylko rozdął nozdrza i burknął coś w stronę Lokiego, jednak synowie Odyna uznali to za wystarczające.
Teraz siedzieli w centralnej części salonu, pośród półmroku, na staroświeckich brązowych fotelach, dość wygodnych, kontrastujących ze smokami i całym tym niby magicznym wystrojem, za to idealnie pasujących do reszty umeblowania. I do płaszcza na zdobionym wieszaku. I do zegara przy ścianie. I do rogu. Rogu?
Bracia w tej samej chwili przypatrywali się przedmiotowi.
— Dziwny ten róg, nie sądzisz? — Thor szepnął Lokiemu na ucho.
Ten mu odszeptał:
— Podejrzewam, że to raczej jest fajka.
— Fajka? — Znów szept Thora, nieco głośniejszy. — Taka do zaciągania się?
Loki skinął głową. Thor przygryzł wargi, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Po chwili znów pochylił się ku bratu.
— Wiesz, Loki, w sumie to pasuje. Ta fajka. W końcu smoki powinny zionąć dymem, czyż nie?
Loki starał się nie roześmiać. Doktor Dziwadło, arogancki Doktor Dziwadło, nie wzbudzał sympatii, lecz jakąś klasę należało zachować. Toteż młodszy syn Odyna powstrzymał się od śmiechu. Uśmiechnął się jedynie, gdy spojrzał prosto na brata. Thor dobrze znał ten uśmiech. Thor dobrze widział, jak Loki śmieje się oczami. Thor nie był dobry w powstrzymywaniu się. Gruchnął, perlistym jak na niego, śmiechem, a kiedy już się opanował, rzucił lekko:
— Kocham cię, bracie.
Loki puścił do niego oko. Wtem usłyszeli delikatne chrząknięcie i głos pana tego dziwnego domu.
— Wybaczcie, że wam przerywam w tak uroczym momencie… Ale… Może jednak się czegoś napijecie?
Bracia zgodnie przytaknęli.
— Thor, wszystko poza herbatą, tak? — Gospodarz znowu poczuł się pewnie we własnym domu. — I tym razem piwo? A może kawa?
— O tak, kawa.
— Dobrze… A co pija Loki? — Coraz mocniej podkreślał akcenty, coraz bardziej przeciągał całe imię.
Dostrzegłszy rodzącą się irytację brata, Thor prędko odpowiedział za niego:
— Loki bardzo lubi nasze asgardzkie wino.
— Ach. — Doktor wyczarował dwie filiżanki, jedna napełniła się kawą, drugą zamienił w kielich wina. — Voilà!
— Dzięki ci.
Thor posłał mu uśmiech. I kawie też. Przede wszystkim kawie. Cóż z tego, że kojarzyła się z Ja…
Loki upił łyk wina. A potem się skrzywił.
— Merde! Nie jest asgardzkie.
Doktor zagwizdał z podziwu.
— Nordycki bóg mówiący po francusku?
Thor się rozpromienił jak tęcza na niebie.
— Loki jest najmądrzejszą istotą, jaką znam! Bardzo szybko zapamiętuje słowa zasłyszane na Ziemi.
— No proszę, interesujące… Cóż, w takim razie proponuję zwrócić uwagę na język hiszpański, na słowo loco. Nie tylko na podobne do twojego imienia brzmienie, ale też na znaczenie, zwłaszcza na nie, idealnie oddające twoją osobę.
„Na Valhallę, to ja powinienem zwiastować burzę” — pomyślał bóg piorunów. Tymczasem znów był zmuszony zadziałać przeciwburzowo.
— Ładne meble — rzucił naprędce.
— Dziękuję. Styl wiktoriański.
— Słyszałeś, bracie? Meble midgardzkich zwycięzców! My w Asgardzie także…
— Wiktoriański — powtórzył Strange. — To znaczy…
— Do rzeczy, Doktorze Strange — odezwał się Loki. — Jak niby możesz nam pomóc? Dlaczego chcesz nam pomóc? I gdzie tkwi haczyk?




***





— Cóż, znam wiele mądrych ksiąg… — zaczął Strange.
— Mój brat zna jeszcze więcej. — Nagle Thor bardzo się ucieszył. — Niedawno dostał jedną ode mnie…
— Thor — pokręcił głową Loki. — Myślę, że pana Strange'a nie interesują nasze braterskie relacje.
— Ależ nie, interesują! — Doktor umościł się wygodniej w fotelu. — Zwłaszcza gdy to od nich zależy dobro — zmrużył oczy, zerkając na Lokiego — lub niedobro mojej planety.





***





— Zgłębiam magię, można powiedzieć, że od niedawna.
— Mój brat zgłębiał magię od czasów dzieciństwa. Wszyscy wierzymy, że wyssał magię z mlekiem matki. — Zerknięcie na Lokiego. — Naszej matki.
— Ja nie miałem takiej sposobności. Niemniej zapewniam, że wciąż poznaję nowe możliwości, nowe…
— Hm. — Thor gestem poprosił o dolanie kawy. — Loki zna je wszystkie. I od dawna nie musi się uczyć, bo wszystko wie.
Strange próbował się przebić przez mocną aurę braterskiej miłości.
— Jednakże ja jestem magiem, który…
— Wybacz, Doktorze, ale mój brat jest największym magiem w całym Wszechświecie. I poza nim też. Wszyscy, którzy go znają, potwierdzą.
Loki patrzył to na jednego, to na drugiego. Bawiło go ich zachowanie. Bawiło i trochę dziwiło. Dziwił Thor. Czy to nie Thor mówił o konieczności współpracy? Czy to nie Thor mówił o grzeczności, dla powodzenia ich misji? Czy to nie Thor powstrzymywał brata? A teraz sam siebie nie powstrzymuje. Dla niego. Jak dawniej.
Thor tak dobrze rozeznaje się w jego magicznej karierze? Tego Loki zupełnie się nie spodziewał. Przecież Thora szybko zaczęły zajmować walki, treningi… Sif i wesoła kompanija… A może to on sam siebie oszukuje? Głos Doktora przywrócił go do rzeczywistości.
— Być może, nie zaprzeczam, nie kwestionuję potęgi twojego brata. Staram się tylko powiedzieć, że działam w nieco innym obszarze magii…
— Loki już tam był. W tym obszarze.
Strange westchnął ciężko.
— Energia? Czas? Demony? Ale… Oko Agamotto… Peleryna Lewitacji… Chcesz mi powiedzieć, że…
— Mój brat potrafi wszystko. — „Przecież mówiłem”, głosiło spojrzenie. — I nie potrzebuje do tego żadnych artefaktów. Wystarczą mu ręce.
— Zadziwiające, doprawdy, tylko że…
— Chociaż potrafi też czarować samymi oczami. Albo samymi ustami, zna potężne zaklęcia. Nawet ojciec takich nie zna…
— Thor. — Doktor uniósł dłoń, żeby powstrzymać boską paplaninę. — Thor. Skoro twój brat, największy arcymag, wie tyle, co ja, a nawet więcej… Powiedz mi, proszę, do czego ja wam w ogóle jestem potrzebny?
— Lokiemu przyda się asystent.
Nie, to nie było przekonujące.
— Znasz lepiej Nowy Jork.
To też nie.
— Masz znajomości.
Ani to.
— Potrafisz walczyć, podobno.
No, to już bardziej.
— W trójkę będzie szybciej. I skuteczniej, jak z przyjaciółmi Avengersami. Może do nas dołączą.
Loki jęknął w duchu na myśl o całej tej super zgrai, na myśl o zieloniastej kupie mięśni.
„Avengers? Robi się coraz ciekawiej” — pomyślał Doktor.
— Przydasz nam się. Po prostu. No i Wszechświat cię potrzebuje.
— Wszechświat mnie potrzebuje. — Ni to stwierdzenie, ni pytanie.
— Tak, właśnie tak. Poza tym ja i mój brat po wszystkim powrócimy do Asgardu, tak jak ci obiecałem.
Doktor popatrzył na braci. Oczywiście, jeśli trzeba, jeśli może uratować Wszechświat, świat, Nowy Jork, swoje Sanctum, to nie ma wyjścia. Jednakże…
— No dobrze, potwierdzam chęć współpracy, ale co na to pan Loki? Na wspólną podróż z energicznym terapeutą?
— Loki akceptuje — wyrwał się Thor. — Pójdziemy znaleźć ojca. Pójdziemy do walki z Helą. Wszyscy razem. Prawda, bracie?
Zobaczywszy spojrzenie brata, Loki westchnął w duchu. Znów ten zbłąkany stateczek wypatrujący latarni. I jak tu takiemu nie poświecić?
— Ku chwale ojczulka, to chcesz usłyszeć, bracie?
— A więc postanowione! — ucieszył się bóg piorunów. — Loki! Pozwól!
Zaczął coś szeptać do brata. Po chwili tamten odrobinę poweselał.
— To będzie interesujące przeżycie — mruknął Doktor, przyglądając się najpierw Lokiemu, a potem Thorowi. — O tak.
Ell miała Dzień Masochisty i głupawkę przez spoiler do trzeciego Thora -> screenrant.com/thor-ragnarok-o…
Spoiler razem ze zdjęciami, plus namowy Ottiś - chciała Thora i Lokiego, skusiły moją wenę i tak powstał ten tekst.
Dodatkowo zainspirowała mnie cudna piosenka Coldplay&Chainsmokers - Something just like this (stąd pomysł na tytuł fika). Bo jej treść w moim pokrętnym myśleniu skojarzyła mi się z Thorem i Lokim, gdyby w niej "she" podmienić na "he". Platonicznie.

I've been reading books of old
The legends and the myths
Achilles and his gold
Hercules and his gifts
Spiderman's control
And Batman with his fists
And clearly I don't see myself upon that list

But she said, where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
Some superhero
Some fairytale bliss
Just something I can turn to
Somebody I can kiss

I want something just like this
Doo-doo-doo, doo-doo-doo
Doo-doo-doo
Oh, I want something just like this
Doo-doo-doo, doo-doo
Doo-doo-doo
Oh, I want something just like this
I want something just like this

I've been reading books of old
The legends and the myths
The testaments they told
The moon and its eclipse
And Superman unrolls
A suit before he lifts
But I'm not the kind of person that it fits

She said, where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
Some superhero
Some fairytale bliss
Just something I can turn to
Somebody I can miss

I want something just like this
I want something just like this

Oh, I want something just like this
Doo-doo-doo, doo-doo-doo
Doo-doo-doo,
Oh, I want something just like this
Doo-doo-doo, doo-doo
Doo-doo-doo,

Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
Some superhero
Some fairytale bliss
Just something I can turn to
Somebody I can kiss
I want something just like this

Oh, I want something just like this
Oh, I want something just like this
Oh, I want something just like this



Napisane w oparciu o pierwszą i drugą część Thora oraz pierwszą Avengersów - Czasu Ultrona i pozostałych filmów nie oglądałam, toteż albo tutaj tych wydarzeń nie było, albo nie wiem - może jest szansa, że po Ultronie a przed trzecim Thorem jest jakaś otwarta furtka? W każdym razie jest to AU, przynajmniej częściowo i pewnie się okaże po premierze Ragnaroku, że do niego też to jest AU ;)
Zapewne bardzo OOC, choć się mocno starałam :( w końcu bohaterów bardzo lubię. Tony to czysta improwizacja, bo mało na niego uwagę zwracałam - Thor, Loki, rozumiecie ;) I zapewne crack/parodia, choć miało być trochę poważnie, trochę z humorem (no ale mi go brakuje, więc).

Śmiało, bijcie.

Prezent dla Ottiś.
I nie, nie zdradzam Tolkiena na zawsze, w te pędy do niego wracam (zresztą mi inne fandomy w ogóle nie wychodzą).






Bóg piorunów nigdy nie czuł się bardziej szczęśliwy — był z Jane, mieszkał u Jane, każdego dnia — oczywiście z Jane — raczył się kawą, zwaną przez niego ziemskim nektarem bogów… W zasadzie wszystko, co robił, robił z Jane albo Jane miał w myślach — nawet gdy wychodził na miasto z innymi Avengersami, gdy wgryzał się w nuggetsy, siorbał colę, oglądał ceratę. Zawsze i wszędzie Jane.
Ten dzień swoim początkiem nie różnił się od poprzednich. Wymiana uśmiechów. Kawa. Śniadanie. Kawa. Przegląd poczty. Kawa. I w końcu tapczan plus telewizor — bo dobry Avengers to taki, który wie, co (lub kto) w mieście piszczy. Na szczęście dzisiejsze wiadomości były całkiem pomyślne, w całym stanie słonecznie, biomet korzystny, nikt nigdzie nie podłożył bomby, nie przybył żaden stwór z kosmosu ani żaden hulkopodobny, nic, tylko cieszyć się do telewizora.
— O! Stark! — Na widok znajomej twarzy Thor ucieszył się podwójnie.
Tony Stark właśnie udzielał wywiadu w Central Parku na temat najnowszych osiągnięć Stark Industries; wywiad ten odbył się przy okazji imprezy rozrywkowo-edukacyjnej dla najmłodszych mieszkańców miasta, której Stark był pomysłodawcą i głównym organizatorem. „Dzieciaki powinny znać technologię, no wiecie państwo: świeże umysły chłonące jak gąbki, przyszłość w rękach potomnych i tak dalej” — mówił. — „Jednak najważniejszy cel tej imprezy jest taki sam jak każdej innej — zabawa. Chciałbym, żeby każdy dzieciak dobrze się bawił, żeby patrząc na moje wynalazki zapomniał o problemach, a jeśli przy tym pomyśli: hej, ja też tak chcę! ja też tak mogę! albo: hej, to moja szansa na lepsze życie, to świetnie, jako ojciec tej imprezy spuchnę z dumy — śmiało, dzieci, nie martwcie się, najwyżej tatuś poszerzy zbroję”.
— Ładny gest, nie sądzisz? — odezwała się Jane.
Thor dziwnie milczał.
— Nie sądzisz?
I wgapiał się w telewizor dużo intensywniej niż w pannę Foster.
— Thor?
Nie! To niemożliwe! Niech go własne gromy biją!
— Halo! Ziemia do Thora!
JAK to możliwe?!
— Thor!
Krzyk Jane zadziałał otrzeźwiająco, jednak Thor w dalszym ciągu nie mógł dobyć głosu i tylko wskazał palcem na telewizor.
— Co? Garnitur Starka? — zerknęła na Thora. — Podoba ci się? Jeśli chcesz, możemy iść na zakupy.
— Za Starkiem, Jane — wykrztusił.
Trawa. Krzaki. Woda. Budynki w oddali. Ludzie. Thor podszedł do telewizora i postukał palcem w konkretnym miejscu. Spora grupka ludzi różniących się od reszty, brudnych, odzianych w łachmany, skandujących całkiem już głośno.
— Bezdomni. — Wzruszyła ramionami. — Stały element ziemskiego krajobrazu.
— Nie. Jane…
— A! Chodzi ci o te tabliczki z hasłami, które trzymają, tak? „Kres ku nam nadchodzi”, „Apokalipsa”, „Strzeżcie się gniewu Pana”, „Drżyjcie przed gniewem kosmosu”… Nie przejmuj się, to zwykłe świry.
— Znów mówisz jak Darcy.
— Przepraszam: ludzie niespełna rozumu. Lepiej?
Znowu żadnej odpowiedzi! Nic, tylko ten telewizor! Co on się tak tych bezdomnych uczepił! Jane westchnęła i podeszła do Thora. Chciała mu zakomunikować, że jeszcze chwila i wyłączy mu to ustrojstwo, ale gdy zerknęła w stronę ekranu, akurat pokazywali bezdomnych w zbliżeniu. Jeden z nich przyciągnął uwagę Foster. Ta postawa. Chociaż teraz nieco przygarbiona. Ta broda — potargana, jakby piorun w nią strzelił, pomału atakowana przez dredy, z pewnością zawszona, ale wciąż bardzo… jakby… I te oczy. A właściwie to oko. Jedno. Z oznaką szaleństwa, czy też nirwany. Przedawkowania? I Bóg Jane oraz współbogowie Thora wiedzą co jeszcze. Jane nie wierzyła, że widzi to, co widzi.
— O. Mój. Boże. Thor! Czy to nie twój… Co on tu robi? Co się z nim stało? Jakim cudem…Thor?
Thor nie słuchał. Thor patrzył na telewizor — tym razem tak, jakby miał go rozwalić. Złapać, potrząsnąć, zrzucić, złapać, obić — pięścią, młotem, czymkolwiek. A potem…
— Zabiję go! — ryknął. — Zabiję!!!



*



Bóg piorunów nigdy nie czuł się bardziej oszukany i wściekły.
— Co za podły gad! — warczał pod nosem, gdy przemierzał pałacowe korytarze. — Co za parszywy, podły, nikczemny gad!
Wreszcie dopadł do drzwi i z całym swoim impetem wkroczył do sali tronowej.
— Thor…
Reakcja Odyna tylko potwierdziła przypuszczenia Thora. „Cóż cię tak zaskoczyło, ojcze?” — zdążył pomyśleć gromowładny, zanim jeszcze tamten zdołał odzyskać rezon.
Władca Asgardu prędko zaczął przypominać siebie. Opanowany, skupiony, teraz patrzył na syna z uprzejmym zainteresowaniem i odrobiną ojcowskiego ciepła.
— Cieszę się, że cię widzę, mój synu — uśmiechnął się. — Cóż cię do mnie sprowadza?
„Cóż cię sprowadza?”, „Cóż cię sprowadza?!”, Thor mu zaraz pokaże, co go tu sprowadza!
— Loki… — Ten warkot zwiastował burzę.
Tymczasem władca prędko przygotował parasol:
— Twój brat, tak… Ja też za nim tęsknię. Tak samo jak ty wciąż go opłakuję…
— Loookiii!!!
Wszystkie ściany zadrżały.



*



Bóg piorunów nigdy nie czuł się bardziej nieszczery wobec samego siebie. To nie z Jane był najszczęśliwszy. Szczęśliwy, nawet bardzo, zakochany, to tak. Ale najszczęśliwszy Thor jest wtedy, gdy jego brat umiera, a potem zawsze okazuje się, że żyje — tracenie i odzyskiwanie, uświadamiająca rozpacz, a potem nagła radość, pomieszana z gniewem i zaskoczeniem (że też cały czas daje się na to nabierać!), ale jednak radość. Banner ze Starkiem chyba też kiedyś to zauważyli, bo zawsze gdy stał obok Lokiego, pomrukiwali o jakimś… karate? katarze? kahart… katharsis! Tak, katharsis, to jest to słowo, którego użyli i którego Thor ponoć doświadcza. Takie ładne to słowo, szlachetne, prawie jak asgardzkie. Nawet Czarnej Wdowie raz się wyrwało, podczas składania kondolencji, że trochę jej szkoda, bo w sumie z braci Odynowiczów był całkiem uroczy obrazek. No i rozrywka, czasem utrapienie, ale to już Natasza dodała w myślach.
Thor patrzył teraz na brata. O słodkie katharsis! Ale nie, nie, nie wolno zapominać. Bo jakże on tak mógł, który to już raz?, zostawić własnego brata w żalu i żałobie — a ten raz był najgorszy ze wszystkich, bo Loki w końcu „zginął” jak bohater, w końcu był dawnym Lokim, jego młodszym, kochanym… Dość!
— Dlaczego? Dlaczego!
Loki westchnął bardzo ciężko, a potem mruknął coś o „wysokich do nieba”.
— Doprawdy, bracie, nie wiesz? Urodziłeś się wczoraj? Banner ze Starkiem pogrzebali ci w mózgu? A może ten drugi, Hulk… Albo nie, o tym drugim ani słowa.
Thor także wzdrygnął się na tamto wspomnienie. Loki był, jaki był, ale to jego brat. Gdyby Hulk… „Zabiłbym” — pomyślał ze smutkiem. Poza tym to prawo Thora, żeby bratu spuścić łomot! Wychowawczy, oczywiście.
— Jak? Pytam: jak ty to zrobiłeś?
Jak on w ogóle mógł to uczynić! Zesłać Odyna na Ziemię, pozbawić go mocy, pozbawić zdrowych zmysłów! Jak?!
— Hmm… Zgadnijmy, czego mógł użyć Loki…
No tak, oczywiście.
— Nie mogłeś! Jesteś mistrzem magii, ale nawet ty… nawet twoja magia nie jest tak potężna!
Błyszczące oczy, rozwiany włos… — śpiewał w myślach Loki, w podziwie dla urody brata.
— Nie jest, prawda? Loki. Loki?
Cisza. Okropna, przeciągająca się cisza. Złośliwa i głupia jak uśmieszek Lokiego. Gromy musiały polecieć.
— Jak. Ty. To. Zrobiłeś! I jak to teraz naprawić?
Loki nagle spochmurniał.
— Sam się nad tym zastanawiam.
— Co ty mówisz?
— Cóż, to miał być tylko malutki niewinny psikus. Pstryczek w nos dla „tatusia”. Rozumiesz. A nie, przepraszam, ty tego nie rozumiesz.
Thor przewrócił oczami.
— I co dalej?
— Co dalej, co dalej! Nie znasz Odyna?
— …
— Wściekłem się. I chyba… tak jakby moja własna magia mnie wyprzedziła.
— Nie panujesz nad własnymi czarami?
— Tak sądzę.
— Ale da się temu zaradzić, prawda?
— Tak sądzę.
— Loki!!!
Thor miał ochotę sięgnąć po młot. Nie był tylko pewien czy walnąć nim brata, czy walić w ten młot swoją głową. Czy ten Loki nigdy nie dorośnie?
„Czy ten Thor nigdy nie dorośnie?” — zastanawiał się tymczasem Loki. W jego oczach Thor wyglądał jak wrzeszczące, tupiące nóżką (no, sporą girą) dziecko. Teraz, zaraz, już. No mów, no mów, no mów. Mów, bo zaraz ci przywalę. Chociaż Loki dobrze wiedział, że Thor tylko tak mówi, że nigdy go nie skrzywdzi. Jak to było dawniej, kiedy Loki jeszcze nie był Olbrzymem? Hm. „Czasami mam ochotę ci przyłożyć za te twoje żarty. Ale nigdy nie wątp w to, że cię kocham”. Taak. Później zresztą Loki odwdzięczył się Thorowi: „Czasami jestem zazdrosny, ale nigdy nie wątp w to, że cię kocham”. No, a jeśli Thor nie wytrzyma, to przecież będzie się z nim bił „z bólem serca”, nigdy go nie zabije. Szkoda, że nie mogą po prostu o tym porozmawiać. Jak dawniej…
— Przypuszczam, że matka nauczyła mnie odpowiednich rzeczy, takich na wszelki wypadek. A może sam powrót do Asgardu dobrze mu zrobi?
„Nie wierzę, że to mówię!”.
— Tylko trzeba go znaleźć.
— Był w Central Parku, potem szukaliśmy go z Jane, ale rozpłynął się w powietrzu… Heimdall! Powiem mu, żeby…
Thor nie jest istotą myślącą, tego Loki był w tym momencie pewien.
— I co zrobimy? Ty powiesz: „słuchaj, Heimdall, jest taka sprawa, ale najpierw mała niespodzianka”, a ja wtedy wyskoczę ze swojej iluzji i zrobię: „Ta-dam!”?! Poza tym na Heimdalla jest już raczej za późno, ja go nie mogłem poprosić — rozumiesz, nie, nie rozumiesz. A teraz Odyn, jak sam opowiadałeś, jest w takim stanie, że… Myślisz, że Heimdall mógłby go zlokalizować po zapaszku?
— Loki!
— Heimdall nie może o niczym wiedzieć. — Loki znów przybrał postać Odyna. — Zrozumiano?
— Heimdall już wie.
Obaj bracia drgnęli zaskoczeni. Tymczasem Heimdall stał spokojnie, jak zawsze.
— Wiedziałeś? — Loki nie wiedział, co lepsze: „płakać”, że ktoś go przejrzał, czy cieszyć się, że najwidoczniej akceptował go w odgrywanej roli.
— Wiedziałeś?! — powtórzył Thor.
— Uwierzyłeś Lokiemu? — Czy Lokiemu się zdało, czy Heimdall naprawdę kpił z jego brata?
— Ale… Lo…
— ...ki. Dobra. Skłamałem, odrobinę. Przepraszam. Musiałem. To dłuższa historia. Kiedyś ci opowiem.
— Jeśli mogę — przerwał im Strażnik. — To teraz nieistotne. Mamy inne katastrofy niż Loki…
— Dzięki!
— Jakie katastrofy? — Thor był zdumiony. Przecież oglądał wiadomości!
„I nie zdał mi raportu?” — Loki był oburzony. Przecież robił za króla!
Heimdall zaczął mówić. Nie ostrzegał władcy, bo długo niczego niepokojącego nie widział. Jednak parę dni temu miał wizję upadku Asgardu, a dziś zaczęła się spełniać, przed chwilą odkryto, że Hela uciekła z więzienia. Ktoś jej pomógł. Szpiedzy w Asgardzie? Moc Thanosa? Loki pluł sobie w brodę.
Bogini Hela. Zło. Ragnarök („Nie, Thor, bezdomni nic nie wiedzą, ich Apokalipsa nie jest naszą”, mówił Heimdall). Do tych trzech słów to wszystko się streszczało. Loki streścił do jednego.



— Trzeba tu sprowadzić Odyna, zanim będzie za późno — polecił im Heimdall. — Cały czas wyczuwam go w okolicach Manhattanu.
Loki nie mógł opanować śmiechu.
— Ekhem… Komizm. Ukryty w wypowiedzi.
Heimdall i Thor wymienili się spojrzeniami. Jak zwykle zdawali się rozumieć bez słów i jak zwykle Loki poczuł ukłucie zazdrości. I smutku, bo to jednak smutne, kiedy taki tam Heimdall dogaduje się z jego bratem lepiej niż on. Nie żeby Loki tęsknił do dawnych dni. Nie…
— Ruszamy natychmiast! — Thor już się zdecydował.
— Powodzenia. Tobie i Sif, czy kogo tam ze sobą zabierasz.
Który to już raz Thor westchnął do duchów w Valhalii? Za co! Za co?
— Ruszamy. Ja i ty.
Znów ten uśmieszek Lokiego.
— To twój ojciec.
— Tak samo jak i twój, ile jeszcze razy mam ci powtarzać?!
— Z biologicznego punktu widzenia…
Tego już było za wiele.
— Nie obchodzi mnie twój biologiczny punkt widzenia! Zabieraj, co potrzeba i jazda! Dalej, rusz się!
Zostać po tym wszystkim z Sif i wesołą kompaniją czy pójść z Thorem? Zostać czy pójść? Zostać czy pójść?
— A może by tak zamiast tego: Loki, bracie, uwielbiam nasze wspólne podróże, proszę więc… Nie? No dobrze. Ruszam się. Pa, Heimdall!



*



Nowy Jork — Loki nie znosił tego miasta tak bardzo, jak Thor je kochał. Chociaż nie, jedno wspomnienie było całkiem dobre: wieża Starka i spojrzenie Thora mówiące „Chodź ze mną, bracie”. Tak, to było dobre.
Szczerze mówiąc, nie wierzył zbytnio, nawet po swojej jakże heroicznej śmierci, w to, że jeszcze będą szli z bratem ramię w ramię, we wspólnym celu; mały brat, duży brat i przygoda. Spojrzał na Thora. Braciszkowi całkiem do twarzy w związanych włosach, wygląda wtedy znacznie dojrzalej. I szczęka jakby taka mniej kanciasta. Kwestię ziemskiego ubioru wolał przemilczeć, nawet w myślach. No nie. Po prostu nie. Ta wypłowiała kurtka — czy ona jest przykrótka, czy to czarna bluza jest za długa? Jeszcze ta zieleń pod spodem, z fioletem… Loki wiedział, jak z gracją nosić te kolory. Zwłaszcza zieleń. Thor nie. Po co Thor się tak ubrał? Jak to ludzie mówią? Na cebulkę? Po co się tak ubrał? Jeszcze go wezmą za bezdomnego, jeszcze go inni bezdomni wezmą za swojego ziomka i porwą, kiedy Loki na przykład będzie w sprawie Odyna wydzwaniał z budki po szpitalach, kostn…, po szpitalach. Porwą go i Loki będzie miał jeszcze więcej roboty. Już i tak myśli za nich dwóch!
Spojrzał na swój garnitur. Ujdzie. Incognito, przez niego są tu incognito, kochany, słodki Thor bał się, że ludzie nie zapomnieli jeszcze hełmu i zieleni Lokiego. Kochany, słodki Thor myślał, że w zbroi wygląda się całkiem inaczej, poniekąd traci twarz, że bez niej nie poznają ani jego, ani Thora, ani innego Supermana. Poza tym lepiej, żeby ludzie nie wiedzieli o tym, że oni to oni, że szukają Odyna, że zagraża im Hela ze swoim Ragnarökiem — racja, jeszcze by wpadli w panikę. Ciekawe, czy Thor poprosi o pomoc Avengersów, czy może od nich też będzie trzymał brata z daleka. Nie żeby Loki tęsknił za ludźmi, którzy zabierają mu Thora.
— Może tutaj?
Głos Thora wyrwał go z zamyślenia.
— Co?
— Podobizny. Może tutaj rozwiesimy?
— Jasne.
„Loki jest genialny” — pomyślał Thor, patrząc na portret pamięciowy ojca. Thor opowiadał, jak wyglądał Odyn na telewizyjnym zbliżeniu, a Loki go tak po prostu narysował. Bezdomny Odyn jak żywy! Do tego dzięki zdolnościom magicznym brata mieli tych portretów tyle, że mogli pozalepiać całe miasto („a nawet świat” — tak, Thor był bardzo dumny).
— Dobrze, tę dzielnicę możemy odhaczyć. Chodźmy.
— Loki?
— Tak?
— Dziękuję, że tu ze mną jesteś.
— „To też twój ojciec, Loki” — tak to szło? Nie ma sprawy.
— Nie. Po prostu dziękuję, że nie umarłeś.
„Po prostu się przymknij, proszę”.



— Nie ma go tutaj! — Od ryku Thora Loki kiedyś ogłuchnie, to pewne.
— No przecież ci, młotku, mówiłem, że tu nie ma co szukać!
Młotek wyglądał jak kupka nieszczęścia, jak bezdomna kupka nieszczęścia. Kręcił się wokół własnej osi, to rozglądał, to wznosił wzrok ku Asgardowi. Aż w końcu wzruszył ramionami i wlepił w brata bezradne spojrzenie, jakby ten był jego latarnią.
— Gdzie on może być?
Loki westchnął.
— Nie wiem, ale w przeciwieństwie do ciebie przynajmniej zrobiłem listę potencjalnych miejsc.
— Bo jesteś lepszy w planowaniu! To dokąd teraz?
— Kierunek: Harlem.
— Musimy się śpieszyć, trzeba znaleźć ojca, zanim Ragnarök nadejdzie.
— Serio?
— Wybacz, wiem, że ty także się martwisz.
— Tylko wiesz, Thor, nie ma się co tak nastawiać, że… No wiesz, Odyn gwarancją zwycięstwa i tak dalej.
— Musisz to robić, prawda? Musisz!



W Harlemie ojca nie znaleźli. W SoHo też nie. Nie było go ani w Greenwich Village, ani w Bowery.
— Może Odyn króluje teraz na Broadwayu?
— Loki…
— Albo trzęsie całym Hell's Kitchen? Gangsterzy nie mają szans!
— Loki!
Nie tylko spojrzenie starszego z braci mogło zabijać.
— Zrobiłem listę miejsc, przeczytałem literaturę dla turystów, co słyszę w podzięce? Loki, Loki, Loki. A może to właśnie jest taka twoja forma podzięki? Dzięki, bracie! Ależ nic nie mów, naprawdę nie trzeba.



— Znasz tego człowieka? Znasz tego człowieka? Znasz tego człowieka?
— Thor!
— Czego?
Loki już naprawdę nie miał na to wszystko sił. Żeby on musiał uczyć Thora kultury wobec ludzi? Zaiste, koniec świata jest już blisko.
— Grzeczniej.
— Racja, to przez emocje.
— Do dzieła.
Uśmiech, jakim Loki został obdarzony, był zaprawdę promienny.
— Wędrowcze! Azaliż znasz tego oto jegomościa? Czy oczy twe…
Gdyby Loki nie wiedział, że jest adoptowany, teraz z pewnością by się nad tym zastanawiał.
— Daj mi to. — Wyrwał Thorowi portret ojca. — I ucz się.
— Przecież…
Ale Loki już nie słyszał, zajęty wypytywaniem przechodniów.
— Przepraszam, czy widziała pani w okolicy…



*



Przeszli niemal cały Manhattan, tak się przynajmniej zdawało Lokiemu. Miał już dość, Thor chyba nie. Jeszcze chwila i Loki zacznie żałować wszystkich swoich psot wyrządzonych całemu Wszechświatu. W sumie kiepsko byłoby niedługo zginąć, i to z rąk podobnej jemu psychopatki. Nie, on nie był taki jak Hela, nie mógł być, matka na pewno powiedziałaby, że nie jest. Zresztą, teraz będzie bohaterem, chyba chce nim być, wciąż, jak Thor, jak Odyn. Bardziej jak Thor. Hela go przeraża, Hela mu uświadamia, co już zdążył zrobić, a co jeszcze by mógł, gdyby nie Thor, gdyby nie… Kiepsko byłoby niedługo zginąć, tak na zawsze, już nigdy nie wrócić, nie zobaczyć głupiej, zdziwionej miny Thora, oczu ciskających gromy, z miłości — przecież Loki wiedział. Kiepsko.
Szli i szli, w ogóle się do siebie nie odzywając. Zmęczenie było cudownym lekarstwem na skłonność do kłótni. Nie, to Thor się zawsze kłócił, Loki tylko udawał, prowokował, przeciągał, byle brat z nim rozmawiał, byle pokazał, że Loki się myli, byle pilnował, był obok. Ale, i cisza nie jest zła, gdy Thor idzie razem z nim.
Nagle coś zapachniało. Tak bardzo zapachniało, że Lokiemu aż się zakręciło w głowie. Przystanął, szukając źródła aromatu. Jakaś knajpa.
— Shoarma — przeczytał.
Thor tylko skinął głową, przypomniawszy sobie wypady z Avengersami.
— Przystanek: jedzenie? — Zdawał się żartować Loki.
— Nie!
— Przecież…
Poszli dalej. Thor rozglądał się na boki, w tej jego niekończącej się nadziei, że teraz, zaraz, już znajdzie ojca. Nie mógł się poddać, Loki też nie… Spojrzał na brata. Był blady. Jak zwykle. Loki zawsze był blady — powtarzał sobie w duchu. Tylko że na Ziemi Loki zdawał się Thorowi jeszcze bardziej blady niż zwykle. Nie, wydaje mu się, na pewno. Jest blady jak zwykle. Spojrzał jeszcze raz, i jeszcze. Niech burza z piorunami weźmie tego Lokiego! On jest naprawdę bardzo blady! I w ogóle jakiś taki mizerny, zmęczony, smutny? Chory? Thor aż zadrżał. Nie, niemożliwe. Ale rzeczywiście musi być głodny. Przecież nawet Loki musi coś jeść. Robi się ciemno, ojca i tak już dziś nie odnajdą. Shoarma… Ma pójść z bratem na shoarmę tak, jak z Avengersami, z przyjaciółmi? Głupiec! Przecież Loki jest bratem, i wciąż przyjacielem czy chce, czy nie, na Mjölnira — Loki jest najważniejszy!
Thor zawrócił z prędkością błyskawicy. Loki po chwili wahania poszedł za nim.
— Zauważyłeś gdzieś Odyna? Thor?
— Chodź.
Stanęli przed knajpką. Thor otworzył drzwi. Loki nie dowierzał.
— No chodź!
— Ojciec tu siedzi? Że też go wpuścili w tym odzieniu! — Rozglądał się po wnętrzu, zerkał na klientów, udawał, że nie wdycha aromatów, tymczasem Thor podszedł do wolnego stolika.
— Thor?
— Siadaj!
Wcisnął mu do ręki kartę.
— Zamawiaj.
— Czy ty mnie właśnie zaprosiłeś…
— Loki, zamknij się! — Thor krzyknął nieco za głośno, klienci zaraz zaczęli zwracać na nich uwagę. — Braciszku.
— Ale…
— Nie przejmuj się, ja zapłacę. Za schronienie dla nas też.
Thor zaczął gmerać w kieszeniach, w końcu wyciągnął portfel. „No proszę, bohater za pieniądze” — zdawało się mówić spojrzenie Lokiego. „Zamknij się. To się nazywa kieszonkowe. Od Fury'ego” — odpowiedział wzrok Thora. „Od Fury'ego, powiadasz”. „Tak, od Fury'ego. Nie mam tu pracy jak Banner, nie mam tu fortuny Starka, ale coś muszę mieć, gdy tu przebywam”. „No tak, zapomniałem, że Ziemia to twój drugi dom. A może już pierwszy?”.



Shoarma była pyszna. Nie, shoarma była przepyszna, kiedy Thor jadł ją razem z Lokim.
Szkoda tylko, że Loki posilał się w milczeniu. Smakuje mu, cieszył się w duchu Thor, wygląda już zdrowiej, to dobrze. Zamówił dokładkę. Loki nadal milczał. Thor zacisnął palce na kubku z colą. Nie, tak nie może już dłużej być. Znów musi pierwszy podać rękę.
— Loki.
Brat jedynie zaszczycił go spojrzeniem.
— Musimy porozmawiać.
— Znajdziemy go, gwarantuję. — Loki ni to się uśmiechnął, ni to skrzywił. — Z samego rana…
— O tobie. O mnie. O Asgardzie. Zawsze chcę z tobą o tym mówić, ale ty nigdy nie chcesz słuchać, i to jest problem.
Teraz Loki na pewno się skrzywił.
— O tak, bracie, nie wątpię, że jestem dla was problemem. Sporym. Olbrzymim.
— Widzisz? Znów zaczynasz o tych Olbrzymach!
— Ja. Jestem. Olbrzymem. Thor. — Spojrzenie Lokiego nagle stało się zimne. — Jestem niebieski, braciszku.
— A Fury jest czarny.
Loki uniósł brew.
— Brązowy?
A potem za tą pierwszą poszła i druga.
— Chciałem...
— Aha. Chyba wiem, co chciałeś. Fury jest czarny, a ja „tylko” niebieski. Dzięki za pocieszenie, bracie!
— Raczej: Fury jest czarny, ty bywasz niebieski, Banner zielony, a tak w ogóle cóż z tego. — Uśmiech Thora był doprawdy powalający. — Loki. Jeśli komuś nie pasujesz, to się nim nie przejmuj i tyle.
— Nie przejmować się Odynem? Tobą? Od dawna już tego nie robię. Ale dzięki za radę.
— Mną?
— Ojej, myślałeś, że teraz, kiedy się włóczymy razem po mieście, jesteśmy najlepszymi, jak to... psiapsiółami, tak? Jak twoja Jane i Darcy? Biedny Thor…
Loki był święcie przekonany, że i tym razem złamie Thorowi serduszko. Jeśli brat ciągle daje się złapać na stare sztuczki, to trudno. Sam jest sobie winien. Ku zdumieniu Lokiego Thor się zaśmiał. Gorzej, w oczach miał drwinę.
— Atak najlepszą formą obrony, prawda? — Cisza. — A może to własne myśli wyznałeś, Loki?
Od kiedy Thor zrobił się taki…
— Przecież wiesz. — Znów te gromy w niebieskich oczach.
— Co niby? — Promyki w nie-aż-tak-niebieskich kontratakują.
— Nie powiem, Loki. Wiesz, że to zbyt sentymentalne. Nie zniesiesz tego.
Tym razem to Loki się zaśmiał.

Loki. Loki i śmiech. Szczery, radosny śmiech, którego dawno Wszechświat nie słyszał.
— Katharsis — rzucił Thor pod wpływem chwili.
Loki zostawił shoarmę i sięgnął po kieliszek coli (elegancja, to go zawsze będzie różnić od Thora). Uniósł go w toaście.
— Katharsis, bracie.
Cóż ty masz w sobie, jeśli nie piękno, biała panno?
Jeśli nie słodycz i dobro skryte w głębi serca.
W szczęściu żyją ci, na których spojrzenie twe padło,
i ja pragnę szczęścia, pragnę, byś spojrzała na mnie.

Lecz kimże dla ciebie jestem!
Kim się być zdaję przy tobie?

Ty świecisz w poranku i glorii - ja jestem księżycem,
nie dla mnie korona; dla ciebie Złoty Dom królów.
W przyjaźni trwasz, ja zaś w niej początek dla nas widzę,
gdybyś tylko, śniąc o Númenorze, mnie w nim widziała...

Cóż ty masz w sobie, jeśli nie czar, kwiecie Północy?
Jeśli nie urok, co się kryje w ciepłym uśmiechu.
Czarodziejką jesteś, która serca ma w swej mocy;
lecz ja twojego zdobyć nie mogę, Éowyn.

Kim? Kimże dla ciebie jestem?
Kimże w sercu - czy wiesz sama?

Czegóż ty pragniesz, o słońce: glorii czy księżyca?
Korony czy domu, ze mną, w krainie twych przodków
bądź wśród drzew Ithilien... Widma czy miłości czystej?
Czym jest dla ciebie Númenor? Kogo w snach chcesz widzieć?

Czarodziejką jesteś, Éowyn...

Cóż w tobie jest, jeśli nie złoto, córo Rohanu?
Jeśli nie Anor, co wszystkich swym blaskiem przyćmiewa?
Widzę w tobie słońce, przed którym inni klękają,
i ja pragnę uklęknąć, choć lękam się, co powiesz.

Bo kimże dla ciebie jestem?
Czy kimś, kogo kochać możesz?
Ksiezyc i Slonce

Czas akcji: po wieści orła o zwycięstwie; czas w książce, kiedy księżniczka samotnie wędrowała po ogrodzie Minas Tirith, a Faramir był zajęty obowiązkami (zakładam, że na myślenie o ukochanej miał czas, no, na pewno przed snem).

Inspiracja: piosenka z filmu Asterix i Obelix kontra Cezar -> Tomasz Wachnowski - Ona nie widzi mnie (cudna, z celtyckim motywem - a celtycka muzyka bardzo mi się z Rohanem kojarzy).

Wtórne jak jasna choinka, wiem ;)

Loading...
W mrok spoglądał dumnie szarym spojrzeniem

ten syn Númenoru, co się dla pieśni zrodził.

Pośród mroku patrzył jasno. Pośród mroku po miecz sięgnął.

Chwała ostremu ostrzu i śmigłej strzale,

chwała im, gdy je miłość w ręku dzierży!

Klejnot prawdziwy, klejnot pośród myśliwych.

Wielki to wojownik, który w boju jest szlachetny,

który czarny dech zdoła unieść

ponad płuca zduszone, ponad serce osłabłe,

który i w imię miłości nie wstydzi się walczyć.

Wielka jest jego wiara i wielka jest jego wiedza,

co źródło swe mają w miłości,

wielkie jest jego serce i wielka jest jego mądrość,

gdy miłością potrafi przebaczać;

gdy sam ze smutkiem w sercu, w smutku wyrosły,

miłością radość przywraca umartwionym,

gdy umartwionych, co przy śmierci są blisko,

ku życiu prowadzi, do życia przywraca.

Wielka jest jasność tego klejnotu – niechże ślepcy usłyszą!

I jasnością w ciemności nam się stał

ten młodszy syn Denethora.

Albowiem z ciemności szponów wyrwał słońce,

słońce szronem pokryte i nagłą starością –

tak wojny kpią z człeka, tak młodość się gubi,

gdy krewnych krew przelana stale przed oczyma,

a brata, co go oczy łakną, brata-przyjaciela

znów zabraknie u boku.

Dziewczę ze stali, lodowa panna, oto ją ślepcy widzą!

Lecz dla nas to słońce, choćby tylko przez piękne oczy,

przez szare jeziora, miało przebłyskiwać.

Éowyn lēofe! Éowyn, światło Éomera!

Spostrzegł Faramir światło i światła zapragnął,

a światło zapragnęło jego.

Klejnot prawdziwy, klejnot pośród myśliwych.

Bielmo z oczu zdjęte, biel odarta ze śmierci.

Nie płaczcie, lecz cieszcie się, simbelmynë!

Wróciły lata młode, wymarły lęki i mary;

znów tęskni za domem księżniczka,

za stepem tęskni w złocie i zieleni,

za Windfolą, co jak wicher gna niedościgniony.

Do stepu jej śpieszno, do lasu szepczącego

i ogrodów Ithilien zielenią okrytych.

Znów życia szuka, już nie śmierci!

I dla życia tylko, nie dla śmierci,

powróci do miecza, gdy przyjdzie potrzeba,

gdy Rohan cały w rogi zadmie,

gdy brat umiłowany spod spojrzenia umknie.

Lecz czas szczęśliwy nastał, czas beztroski i śpiewu!

Niechże nam na rogach tylko minstrel przygrywa,

niechże wiosną rozkwita Éowyn i niech rozkwitają ogrody.

Znów świeci słońce dla rodu Eorla,

znów radość gości w pieśniach Éomera.

Uzdrowieni król i księżniczka! Niechże i uzdrowiony będzie Faramir,

ten młodszy syn Denethora. Przez nas miłowany.

Chwała Faramirowi, chwała klejnotowi!
Klejnot posrod mysliwych

To miało być w stylu wiersza/pieśni z Władcy, konkretnie - w stylu pieśni o Jeźdźcach wyruszających do Gondoru ("Ze Skalnego Gniazda o szarym poranku"/"Z mroków Dunharrow przez poranek szary"). Prompt Jury.
Dodatkowo inspirowałam się pieśnią Jeźdźców o bitwie na polach Pelennoru ("Wieść oto się niesie o rogach w górach grzmiących"/" "Słyszeliśmy o brzmiących rogach pośród wzgórz") oraz wieścią orła ("Pieśń wielką wznieście, o, ludzie Anoru"/ "Śpiewajcie, ludzie z Wieży Anoru"). Toteż mój wiersz także jest wtórny/powtarzający to, co wiadomo z samej książkowej narracji.

Ot, Jeźdźcy (stacjonujący w Minas Tirith) krótko po dowiedzeniu się o miłości Faramira i ich rodzynka/oczka w głowie/księżniczki ;) 
Forma ćwiczenia, wprawka. Dla Jury.

Wiem, że często utwory w takiej formie mówią/streszczają o bohaterskim czynie, sławią męstwo w boju itp. Tak jest w moich inspiracjach - oczywiście, to też się starałam zawrzeć, i wiem, wiem, że Jeźdźcy byli dumni ze zwycięstw, szczęśliwi, że mają odwagę przodków, ale hmm... jak nie wątpię, że Boromir (gdyby żył i wciąż miał swoje umiłowanie wojenne) skupiłby się na chwale wojennej brata, jak to młodszy dzielnie walczył, jak Golluma schwytał, jak po Ithilien się przemykał, jak trwał do końca, tak wierzę, że Jeźdźcy w tejże sytuacji sławę lekko by zepchnęli na drugi plan (w ogóle mam wrażenie, że u nich na pierwszym planie zawsze jest rodzina/przyjaciele/konie, a dopiero potem miecz i pieśni, no, że walczą jak Faramir - żeby chronić, co się kocha; kiedy czytam ich pieśni, gdzie jest np. więcej żalu po straconym władcy niż radości ze lśniącego miecza, gdzie jest dużo o Rohanie, rozłące z nim/domem przez wojnę lub śmierć, to tym silniejsze mam wrażenie). Tak więc w wierszu/pieśni Faramir jest dla nich bohaterem z wielu powodów, a jeden z nich ma największą wagę.

Och, jestem strasznie, strasznie wtórna (zwłaszcza gdy chodzi o ukochany pairing). 

Klejnot pośród myśliwych - Faramir (ufam językoznawcom i podoba mi się jedna z etymologii: [sind.] faroth - polowanie, myśliwi; mîr - klejnot, skarb).
lēofe - staroang. droga, kochana

Loading...
O złocistych koronach i o srebrnej korze

wzrosły niegdyś mallorny; teraz strzegą Lórien

niczym wieże strzeliste, niczym mur rozległy.

Nie przejdzie żaden wróg – czy ciemności on wierny,

czy z sercem zbłądzonym – pod mallornów sklepieniem

bez wiedzy władców, bez duszy odmienienia.

Lecz jakże długo będą nas chronić mallorny?

Rzeknij mi, Yavanny szczepie błogosławiony.

O wy, co Anor splatacie w blasku z Ithilem!

Ileż jeszcze ścierpicie niedalekich cieni?

Ileż jeszcze światłości zachować zdołacie?

O zmierzchu księżyca śpiewała moja Pani

i o losie słońca – przez ciemności niepewnym;

i w każdej pieśni Valinor, dla mnie odległy…

O Lórien najmilsze! Czy nie dla mnie Śródziemie?

Czy nie dla mnie mallorny z ukochanej ziemi?

Znane od nasienia, droższe od drzew w Amanie.

Mallorny, moje mallorny, cóż macie dla mnie?
Lament Celeborna
Dla Jurki, która chciała "coś o Celebornie w stylu Lamentu Śródziemia".

Według zamysłu lament/pieśń? Celeborna jest bliźniakiem dla pieśni Galadriel (tom pierwszy Władcy...), no, bliźniakiem, ale w kontraście ;) Pieśń Galadriel zacytuję/przepiszę, bo mam w przekładzie pana Gumkowskiego (mój ulubiony tłumacz poezji tolkienowskiej, tylko u niego wszystko mi brzmi :miliony serc:), a przekład ten w sieci coś trudno znaleźć (no jak to tak? :( że co? że w poprawionym Łozińskim się znajduje, tak? ;) ech, a ja tak kocham poprawione - poprawione, bez Bagosza z Bagoszna! - tłumaczenie pana Łozińskiego! :miliony serc:).

"O liściach śpiewałam, liściach ze złota, i rosły złote liście,
o wietrze śpiewałam i powiał wiatr, pieszcząc owoców kiście.
Ach, poza słońcem, poza księżycem, gdzie piana morze okrywa,
można tam w cieniu było zasiąść złotego bujnie drzewa.
Pod czujnym i czułym spojrzeniem gwiazd wyrosło w Eldamarze
obok potężnych murów Tirion, tak powiadają pisarze.
I długo rosło złote listowie i lata błogie mijały,
dzisiaj w Śródziemiu elfom szlachetnym tylko się łzy ostały.
O Lothlórien! Zima nadchodzi, czas nagich drzew i smutku,
liście padają w nurt wartki rzeki, odchodząc po cichutku.
O Lothlórien, nazbyt już długo w Śródziemiu ja mieszkałam,
dzisiaj z goryczą zwiędły elanor w koronie swej ujrzałam.
Lecz jeśli teraz o statku mam śpiewać, jaki też korab nadpłynie,
aby na powrót ponieść mnie znowu przez wodną szarą pustynię?".

[J.R.R. Tolkien, Pieśń Galadriel, tłum. Marek Gumkowski]

Loading...

Comments


Add a Comment:
 
:iconlas-rzeczy:
las-rzeczy Featured By Owner Oct 11, 2016  Hobbyist General Artist
Dawna Wielogrodzianka pozdrawia.
Reply
:iconl-ellena-l:
l-Ellena-l Featured By Owner Oct 20, 2016  Hobbyist Writer
Wieluś! :hug: Jestem szczęśliwa, że wróciłaś! :*
Reply
:iconlas-rzeczy:
las-rzeczy Featured By Owner Oct 21, 2016  Hobbyist General Artist
Ja się cieszę, żem Cię odnalazła :*
Reply
:iconwielogrodzianka:
Wielogrodzianka Featured By Owner Jun 28, 2016  Hobbyist Artist
Dziewojo! Ma zacna. Oleńka, Ah Oleńka. Mam ochotę poznać Cie bliżej. Może nawet zawitam na jakowymyś portalu społecznościowym. Fejsa nie trawię. Ale stare nk wydaje się ok. Bo jest zapomniane. Mogę też dać Ci gadulca i/lub nr telefonu. I będziemy mogły gadać na wazzz upie. Całuję Elajza. :*
Reply
:iconl-ellena-l:
l-Ellena-l Featured By Owner Jun 29, 2016  Hobbyist Writer
O, ja też Fejsa nie trawię. Nie żyję tam xD I w ogóle jedynym miejscem społecznościowym, na którym bytuję, jest ten nasz deviantartuś ;) Na nk to nawet hasła nie pamiętam :D
A tego wazzz upa to nie mam, nawet nie wiem co to xD
Ale obiecuję wpadać tu częściej! ;****
Reply
:iconwielogrodzianka:
Wielogrodzianka Featured By Owner Jun 29, 2016  Hobbyist Artist
Ja nk. Dawno temu usunęłam. Mało tam ludzików na szczęście. A wpadaj, wpadaj byle tutaj xD ...I czemu słowo :"wpadaj "mi się kojarzy? Nie, tak nie wpadaj xD
Reply
:iconwielogrodzianka:
Wielogrodzianka Featured By Owner Jun 28, 2016  Hobbyist Artist
Za liczne favy- czołem biję Waćpannie :*
Reply
:iconl-ellena-l:
l-Ellena-l Featured By Owner Jun 29, 2016  Hobbyist Writer
Koteńku, toć to najczystsza przyjemność! :hug:
Reply
:iconwielogrodzianka:
Wielogrodzianka Featured By Owner Apr 7, 2016  Hobbyist Artist
Dziękuję Ci cudowna za dodanie mnie do oglądanych <3
Reply
:iconl-ellena-l:
l-Ellena-l Featured By Owner Edited Apr 9, 2016  Hobbyist Writer
Byłam w szoku, bo myślałam, że już dawno cię w nich mam! Cóż, dobrze, że się w końcu zorientowałam w tym moim roztrzepaniu :giggle: :hug:
Reply
Add a Comment: